Gdy na wakacjach w domu powiedziałam Mamie, że zamierzam zrobić babeczki szpinakowe, od razu z zaskoczeniem odparła tylko: "Dobrze, możesz nam jutro zrobić na obiad". :) Przyznam się byłam rozbawiona reakcją, ale tak naprawdę to osoby z poza świata blogowego raczej nie mają do czynienia z takimi słodkimi nowinkami jak wypieki z dodatkiem cukinii, szpinaku, buraków czy tym bardziej batatów lub dyni, które w naszym gronie stały się już zwyczajnie normą. Świat internetu zaskakuje co nowymi połączeniami smakowymi i niebanalnymi składnikami, które właściwie już nikogo nie dziwią, lecz intrygują i zachęcają... Chociaż w tym przypadku raczej chodzi o ciekawy dodatek niż efekt smakowy, gdyż... babeczki wcale szpinakiem nie smakują! Są wilgotne, miękkie, lekko cytrynowe, polane jedynie białą czekoladą oraz udekorowane świeżymi malinami. Poezja. A dodatkowi szpinaku zawdzięczają jedynie prześliczny, zielony kolor! Nie sposób ich nie polubić, zwłaszcza, jak dodatkowo dzięki warzywie w składzie są zdrowsze. Polecam je do upieczenia, zwłaszcza na jesienną chandrę. W końcu zielony to kolor nadziei, więc z takimi babeczkami myśli się wyłącznie pozytywnie o nadchodzących obowiązkach! ;)
200 g mrożonego szpinaku
150 g mąki pszennej
1/2 szklanki drobnego cukru
2 duże łyżki jogurtu greckiego
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 małe jajka (lub 1 duże)
skórka i sok z 1/2 cytryny
Składniki na polewę:
1 tabliczka białej czekolady
2 łyżki śmietany kremówki
1 łyżeczka soku z cytryny
Dodatkowo:
150 g malin do dekoracji
1. Szpinak wyłożyć na durszlaku i zaczekać, aż obcieknie od nadmiaru wody.
2. Oddzielić żółtka od białka.
3. Żółtka utrzeć z cukrem na jasną, puszystą masę, odstawić.
4. Odciśnięty szpinak zmiksować blenderem na puree.
5. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę.
6. Do żółtek dodać olej, jogurt oraz szpinakowe puree.
7. Dokładnie połączyć łyżką masę, a następnie przesiać do niej mąkę wraz z proszkiem do pieczenia.
8. Na koniec dodać w 5-6 partiach ubitą pianę z białek i delikatnie zmieszać z masę.
9. Przełożyć do foremek muffinkowych, napełniając do 2/3 wysokości.
10. Piec babeczki przez około 20 minut, "do suchego patyczka".
11. Wyjąć i ostudzić.
12. Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. dodać do niej kremówkę i połączyć z sokiem z cytryny.
13. Tak przygotowaną polewą polać babeczki i gdy polewa będzie jeszcze płynna udekorować malinami i opcjonalnie liśćmi mięty.
14. Ostudzone babeczki podawać, lub przechowywać w lodówce maksymalnie 2 dni.
Smacznego! :)
Świetne :))
OdpowiedzUsuńUwielbiam je ,szczególnie za kolor,ale i smak niebanalny .Moje dzieci zaprzyjażnione i własne jednak tylko podziwiały wzrokowo.
OdpowiedzUsuńNiestety nie lubię szpinaku, ale kolor piękny i ciekawe bardzo połączenie :)
OdpowiedzUsuńMi również ciężko było przełamać się do szpinaku, ale jak już wspomniałam - w smaku jest kompletnie niewyczuwalny i odgrywa tylko rolę kolorystyczną oraz nadaje ciastu wilgotności. :) Polecam się przekonać, u mnie żaden z gości go nie rozpoznał! :D
UsuńKurczę, nie lubię szpinaku na słodko, ale skoro go nie czuć...kusisz :D
OdpowiedzUsuńNie sposób się nie uśmiechnąć na ich widok:)
OdpowiedzUsuńKolor mają cudny, taki żywy :)
OdpowiedzUsuńNo właśnie... Mnie takie rzeczy nie dziwią (szpinak, dynia, burak, pietruszka w cieście), ale moja Mama i koleżanki czasem robią takie miny... ;)
Uwielbiam szpinakowe wypieki :D Babeczki wyglądają cudnie :D
OdpowiedzUsuńWyglądają tak uroczo! :)
OdpowiedzUsuńPychotka, bardzo lubię szpinakowe wypieki :) Twoje babeczki są urocze i mają przepiekny kolor :)
OdpowiedzUsuńOj tak, ten zielony kolor od razu przywołuje pozytywne emocje :)
OdpowiedzUsuńCudne babeczki ^^